chujowo sie czuje w tej calej sytuacji, wszystko sie ukladalo, mowil, ze mu sie podobam a ja sie balam odpowiedziec tym samym, chociaz w srodku wiedzialam, ze tak jest. potem dawal mi mixed signals, w teorii niby faktycznie, pisal ze chciałby mnie pocalowac, przytulic, ale potem, gdy nie chcialam mu wyslac cyckow zaczal mowic o tym, ze moze na odwyku pozna jakas hot cpunke. xd trzy pierdolone tygodnie spedzilam z nim dzien w dzien piszac lub sie spotykajac- w chuj malo, ale moje zajebane attachment issues uwazaja inaczej xdd teraz wyjechal na ten pierdolony odwyk i cos czuje, ze to nie przetrwa. pozna gam kogos lepszego, kto duzo bardziej mu odpoiwiada i nie jest tak wkurwiajacy, nie narzeka i nie robi problemow, ma tematy do rozmowy i nie jest pierdolonym klamca na kazdym kroku, jak ja. xd z jednej strony mialam nadzieje, ze bedziemy to dalej ciagnac, przez internet czy cokolwiekz przyjezdzalabym do niego chociazby co 2 tygodnie, jakbym miala pieniadze to i co tydzien, idc. alee z drugiej strony moze faktycznie powinien poznac kogos lepszego. i mimo to ze od rana caly czas za nim placze, to mam nadzieje ze nie będzie zwracal na mnie uwagi i ulozy sobie wszystko tak, jak sobie wymarzyl. co ja pierdole, mam nadzieje ze napisze ze mnie kocha i ma w dupie wszystkie inne, ale wiem, ze to nie ma szans na stanie sie. i to mnie w chuj boli. tak samo to, ze nie spotkal sie ze mna w ostatni dzien. a mial, tylko nagle ktos byl wazniejszy. rozumiem, ze ja nie jestem kims najwazniejszym, after all znamy sie 3 tygodnie, ale jednak po tym co mi mowil, wyznawal i co ja mowilam, poswiecalam dla niego czas i ryzykowalam 8letnia przyjaxnia mialam nadzieje, ze bedzie chcial spedzic chocisz godzine. wyczekiwalam, az w koncu dowiedziałam sie, ze to odwolal. nienawidze twgo uczucia tak cholernie mocno, ale z drugiej strony go rozumiem. nie wiem, po prostu mam nadzieję ze wszystko sie ulozy, ale jestem przekonana, ze to już koniec i jest przepierdolone, a on o mnie zapomni. nie wiem, staralam sie byc jak najlepsza wersja siebie, ale przez to, ze mam w chuj niska samoocene i jestem nudna jak kurwa, to pierdolilam klamstwa w kazdej najdrobniejszej sprawie i czuje sie z tym poteznue chujowo- i wiem, ze to jest widzialne, ze to robie, ale nie potrafie przestac. nie mam tez nikogo, kto moglby mi pomoc, kazdy ma mnie w dupie. mam ochote sie zabic i miec to wszystko gdzies, ale jednak nadal jest we mnie ta malutka nadizjea, ze sie polepszy. zobaczymy, na prawde modle sie o to, zeby nam sie udalo.
